ZOO W KRAKOWIE

Pierwsza wizyta Karola w krakowskim ZOO.

Ogród Zoologiczny w towarzystwie Karola mieliśmy okazję odwiedzać po raz trzeci, ale po raz pierwszy było to zwiedzanie praktycznie w 100%  świadome.

Pierwsza (zeszłoroczna) wycieczka do sosnowieckiego Mini Zoo okazała się lekką pomyłką. Tzn. pomysł sam w sobie był genialny. Park miejski imienia Jacka Kuronia to naprawdę świetna miejscówka na weekendowy relaks z rodziną (i nie tylko). Jednak największą uwagę Karola w parku skupiły kamyczki, które do woli można było wrzucać do pobliskiego stawu oraz mini opera i jej echo. Zwierzęta zeszły na dalszy plan. O ile w ogóle brać je pod uwagę. Totalna nuda zdaniem naszego synka.

Kolejna wyprawa, znacznie bardziej odległa – przepiękne węgierskie ZOO. Obowiązkowy punkt programu podczas zeszłorocznego wypoczynku na Węgrzech. Ogromny obszar z masą atrakcji dla każdego. Pokazy akrobacji fok i innych uroczych zwierzaków. Kładki, mostki, przejścia tunelami, oceanarium, tafla szklana dla odważnych, pod którą widać było spacerujące jakby nigdy nic rozleniwione zwierzęta. Figlarne małpy, dzikie koty, budki fotograficzne, sklepiki z pamiątkami, trasy tematyczne i wiele więcej. Jak dla mnie bomba. Największa atrakcja dla dzieciaków?

Budki z lodami co krok!

Nie ma się co dziwić bo pogoda była przednia, a z nieba lał się żar. Prawdziwe tropiki. Lody dla ochłody to sprawa pierwszorzędna. A zwierzęta? Gdzie tam. Choćmy na lody!

Tym większe tegoroczne zaskoczenie. Spontaniczna wyprawa do krakowskiego ZOO. Od tak, by nie zmarnować wolnej Niedzieli, słonecznego nieba i wyśmienitego nastroju naszego dziecka. Porwaliśmy ze sobą ciocię Iwonkę i w drogę. Odrobinę zaskoczyła nas 40 minutowa kolejka samochodowa tuż przed samym parkingiem do ZOO – przetrwaliśmy. Kolejnym wyzwaniem okazała się dość odległa trasa spod parkingu do miejsca docelowego naszej wyprawy. Podczas wycieczek szkolnych trasa wydawała się znacznie krótsza. Być może dlatego, że autobus szkolny podjeżdżał z dzieciakami bezpośrednio na parking tuż przy bramie wejściowej do ZOO. Z parkingu samochodowego trzeba się było trochę nadreptać. Leśna ścieżka ma swoje wielkie plusy. Jednak nieprzygotowanych do trasy, odległość od ZOO może solidnie zaskoczyć. Nas przechadzka lekko zdezorientowana i mimo, iż podążaliśmy za tłumem to w pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać czy aby na pewno podążamy we właściwym kierunku bo końca trasy nie było widać. Na szczęście dotarliśmy. Pieszy spacer okazał się bardzo potrzebny dla zdrowia i ducha (choć z tym pierwszym wyszło nie do końca, ale o tym później).

DSC_5493

Na trasie pieszej do ZOO, widoczne były liczne szkody wyrządzone przez ostatnie zawieruchy. Ach ta pogoda.

DSC_5497 DSC_5507

Daleko jeszcze tato? Lepiej nic nie mów. Nie chcę tego słyszeć. Niech mnie ktoś poniesie.

DSC_5511

Ku naszemu zaskoczeniu, po dotarciu do bramy wejściowej  – zaobserwowaliśmy narastającą z minuty na minutę wielką ekscytacją w oczach Karola.

Mamy to!

Wyprawa z trzylatkiem do ZOO to strzał w dziesiątkę. Karol z wielkim zainteresowaniem biegał od klatki do klatki. Wypytywał dokładnie o każde zwierzątko. Jedne budziły w nim uśmiech inne widocznie wzbudzały respekt i jeszcze większe obawy. Mimo wszystko z tatą za rękę, odważnie podchodził do każdej z klatek. W przeciwieństwie choćby do zeszłorocznej wizyty w mobilnym akwarium wypełnionym po brzegi groźnymi rekinami. Wówczas zakupionymi biletami cieszyliśmy się zaledwie minutę, może dwie i trzeba było uciekać. Dziecko wpadło w panikę. Może to przez otaczającą nas dookoła ciemność zaserwowaną dla lepszych efektów wizualnych podświetlanego akwarium, a może po prostu przeraziły go sporych rozmiarów ryby, z którymi miał okazję obcować po raz pierwszy w życiu. Tego nie wiemy. Jedno jest pewne. Z plenerowego akwarium Karol czmychnął w ułamku sekundy. I tyle go widziano.

To wszystko nie istotne.

Grunt, że tym razem wspólnie i z wielkim zainteresowaniem podziwialiśmy wszystkie, ale to absolutnie wszystkie sympatyczne zwierzaki zamieszkujące krakowski Ogród Zoologiczny.

Oczywiście nie obyło się bez przerw na wodopój oraz małą przegryzkę. Podróżne kabanosy rządzą. Bez nich ani rusz.

DSC_5587 DSC_5603 DSC_5555 DSC_5605 DSC_5564

DSC_5535

Uciekać kto może! Pędzą w naszym kierunku! Skubańce!

DSC_5530

DSC_5539 DSC_5527 DSC_5542 DSC_5543 DSC_5546

Biegiem do Mini Zoo! Świnki morskie hitem dzisiejszego wypadu! Dragą okrężną z dala od lokalnego placu zabaw. Źli z nas rodzice. Jesteśmy jednak w stu procentach pewni, że drewniany plac rozrywki dla dzieciaków byłby naszą zgubą i o dalszym zwiedzani ZOO, moglibyśmy tylko pomarzyć. Stąd oryginalny bieg na przełaj, tyłem do głównej dziecięcej atrakcji. Może innym razem. Czas nas gonił.

DSC_5699 DSC_5712

Jest i ciocia.

DSC_5734 DSC_5740 DSC_5751 DSC_5760

Wyprawa do ZOO okazała się strzałem w dziesiątkę. Szkoda tylko, że w moim przypadku zakończyła się 40 stopniową gorączką i zapaleniem płuc, które odchorowuję po dzień dzisiejszy. Mimo wszystko było warto – dla wspomnień i uśmiechu dziecka.

Polecamy powyżej lat trzech – jeśli ma być świadomie.

Ach… przecież na naszej zwierzęcej trasie pojawiło się również Mini Zoo w lokalnym Western Parku (foto relacja gdzieś zaginęła, być może pochłonął ją usunięty omyłkowo, stary blog). Natomiast zainteresowanie Karola zwierzętami z Dzikiego Zachodu było znikome. W przypadku Western Parku – najciekawsza okazała się trampolina! Skakać na niej można było do białego rana.

 

2 Comments
  • Mru
    Lipiec 27, 2015

    haha, też ostatnio omijaliśmy plac zabaw 😀
    przed nami prosiaki wietnamskie się schowały, ale za to załapaliśmy się na karmienie uchatek :))

    • Cacynka
      Lipiec 27, 2015

      Plac zabaw w takim miejscu to ostateczna klęska dla rodziców 😀 Ale mieliście szczęście! U nas rządziły świnki morskie i owce. Kto by pomyślał, że zwierzęta domowe staną na czele całej dzikiej wyprawy :) Ściskamy! :)

Odpowiedz na „MruAnuluj pisanie odpowiedzi

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress